Flaczki – takie trochę po gruzińsku

zimowym czasem dobrze jest przyjąć jakąś gorącą, gęsta i pożywną zupę. Przypadkiem kupując karmy dla zwierząt wszelakiej maści zahaczyłem o sklep mięsny – niby tylko szyjki dla psa miałem kuppić ale gdy ujrzałem piękny płat flaków wołowych wiedziałem, że musze je nabyć w celach konsumpcyjnych. No i oczywiście trzeba coś, żeby nie były jak wszystkie. Tak więc ugotowałem kawałek wołu (pręgę) a nawet nie tyle ugotowałem co rozgotowałem – do powstałego wywaru dołozyłem grubo krojoną cebulę, kawałek selera, dużo pieprzu i majeranku oraz odrobinę nasion czarnuszki no i ów krojony w spore kawałki płat flaków. Gotowałem to cudo w takim garze co to z niego wolnowar, ciśnieniowa i llicho wie co jeszcze – w każdym razie gotuje się w nim świetnie, przez jakieś 2 godziny. Flaki wyszły mięciutkie i pyszne. Na sam koniec dodałem całą główkę zmiażdżonego czosnku. Pycha prosze Państwa :))) Ech żeby było jakieś towarzystwo to jak dobrze by kieliszeczek gorzałki takim flaczkom jeszcze zrobił.

Podziel się

Podziel się

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on pinterest